Dom, który nie potrzebuje jednego stylu

Dom, który nie potrzebuje jednego stylu

Wnętrze Juliana i Thei w Stavanger nie daje się łatwo przypisać do jednej estetyki. Jest osobiste, trochę eklektyczne i przede wszystkim stworzone do życia. W odnowionym domu z lat 60. spotykają się oryginalne elementy architektury, współczesne rozwiązania, sztuka, rośliny i norweski design.

Najważniejsze nie było jednak stworzenie konkretnego stylu. Jak mówi Julian, wybierając przedmioty, kieruje się przede wszystkim tym, czy coś do niego przemawia. Dopiero później szuka sposobu, aby połączyć to z resztą wnętrza.

Nie chodzi o idealne linie architektoniczne ani o wybieranie właściwych rzeczy. Najważniejsze jest znalezienie czegoś, co naprawdę do nas przemawia, i stworzenie z tego domu.

— Julian

Dom z lat 60.

Para obserwowała ten dom przez ponad rok, zanim zdecydowała się na zakup. Przyciągnęła ich lokalizacja – bliskość zieleni i lasu – ale również sama architektura. Dom zachował wiele oryginalnych rozwiązań z lat 60., dlatego podczas remontu nie próbowano wymazać jego przeszłości.

Przeciwnie. To właśnie ona stała się punktem wyjścia dla nowego wnętrza.

Meble Eikund, również zakorzenione w norweskiej tradycji wzorniczej, naturalnie wpisują się w tę architekturę. Wśród nich znalazły się między innymi Veng Lounge Chair, Krysset Lounge Chair oraz Fluffy Lounge Chair.

Zieleń zamiast neutralności

Jednym z najbardziej wyrazistych elementów wnętrza jest zieleń, która pojawia się zarówno w kuchni, jak i łazience. To świadome nawiązanie do natury i zainteresowania Thei ogrodnictwem.

W połączeniu z drewnem, roślinami i meblami z połowy XX wieku kolor tworzy wnętrze ciepłe, ale pozbawione typowej dla skandynawskich aranżacji powściągliwości.

To właśnie takie decyzje sprawiają, że przestrzeń nie wygląda jak gotowa aranżacja z katalogu.

Meble, które żyją razem z domem

W domu Juliana i Thei meble nie są przypisane do jednego miejsca. Veng Lounge Chair jest regularnie przesuwany w zależności od pory roku i sposobu korzystania z przestrzeni.

Jeszcze ciekawszą historię ma Krysset Lounge Chair. Julian kupił go jako student w Oslo. Z czasem fotel pełnił funkcję miejsca do czytania, fotela do karmienia, a później stanął przy łóżku.

Dziś nadal jest częścią domu.

To dobrze pokazuje sposób, w jaki para myśli o designie. Dobry mebel nie powinien być wyłącznie pięknym obiektem. Powinien uczestniczyć w codziennym życiu i z czasem nabierać własnej historii.

Przedmioty z historią

Zainteresowanie wnętrzami Julian wyniósł z domu rodzinnego. Jego ojciec i dziadek interesowali się designem, a wiele odziedziczonych po dziadku przedmiotów miało własną historię.

Jednym z nich jest stara maszyna do pisania, którą Julian kupił podczas pierwszej wizyty na aukcji. Do dziś stoi na półce.

To właśnie takie detale nadają wnętrzu indywidualność. Nie wszystko musi być nowe, idealnie dopasowane i kupione z myślą o konkretnym projekcie. Czasem najważniejszy przedmiot to ten, który przypomina o kimś albo o konkretnym momencie życia.

Dom, a nie showroom

W bibliotece znajduje się jeden z ulubionych fragmentów domu – wykonany na zamówienie regał i Fluffy Lounge Chair. Miękki, otulający fotel powstał z myślą o długim czytaniu, odpoczynku i codziennych chwilach z rodziną.

I właśnie na tym polega charakter tego wnętrza.

Nie próbuje być perfekcyjne. Ma być wygodne, osobiste i gotowe na życie. Drobne ślady użytkowania nie są problemem – dobre materiały i solidne rzemiosło powinny pozwolić meblom starzeć się razem z domem.

Być może dlatego dom Juliana i Thei jest ciekawszy niż wnętrze stworzone według jednej stylistycznej recepty. Nie pokazuje, jak powinien wyglądać dom, ale jak może wyglądać miejsce, które rzeczywiście należy do jego mieszkańców.

Ładowanie...